Jak działają indeksy giełdowe – podstawowy przegląd

indeksy

Indeks giełdowy to najprostszy sposób, żeby kupić cały rynek zamiast zgadywać, która pojedyncza spółka okaże się tą właściwą. Pokażemy, jak indeksy są zbudowane, czym różni się ważenie ceną od ważenia kapitalizacją i co naprawdę siedzi w najbardziej znanych indeksach świata. Po drodze prostujemy kilka rzeczy, które w tekstach o indeksach powtarzają się od lat, choć dawno przestały być prawdą.


Co to jest indeks

Indeks to koszyk spółek notowanych na danym rynku, sprowadzony do jednej liczby. Rynek bywa zwykle ograniczony geograficznie, według kraju albo konkretnej giełdy. Indeks pokazuje, jak radzi sobie ten rynek jako całość, więc inwestor jednym spojrzeniem widzi, czy idzie w górę, czy w dół.

Drugim kryterium doboru spółek jest ich znaczenie gospodarcze. Zwykle chodzi o największe i najpłynniejsze firmy w danym regionie. Typowy indeks blue chipów obejmuje od 20 do 50 spółek, a te najszersze sięgają kilkuset.

Indeksy dzielimy przede wszystkim według tego, jak ważą poszczególne akcje. Pierwszy typ to indeks ważony ceną. Droższa akcja ma w nim większy wpływ na wynik, niezależnie od tego, jak duża jest sama spółka. Tą metodą liczone są japoński Nikkei 225 oraz amerykański Dow Jones. Ma ona wadę, o której rzadko się wspomina. Firma o wysokiej nominalnej cenie akcji potrafi przeważyć w indeksie koncern kilkanaście razy od niej większy.

Drugi typ to indeksy ważone kapitalizacją rynkową. Znaczenie ma wartość rynkowa spółki, a nie nominalna cena jej akcji. Współczesne indeksy z tej grupy, w tym S&P 500 i EURO STOXX 50, korzystają z kapitalizacji skorygowanej o free float. Liczą więc tylko akcje realnie dostępne w obrocie, a pakiety w rękach założycieli czy państwa zostają poza wyliczeniem.

Jak działa indeks

Samego indeksu kupić się nie da. To liczba, nie papier wartościowy. Żeby mieć ekspozycję na cały koszyk, nie musisz jednak kupować po jednej akcji z każdej spółki. Wystarczy jednostka funduszu indeksowego albo udział w funduszu ETF notowanym na giełdzie.

Fundusz kupuje akcje w proporcjach wyznaczonych przez indeks, a Ty kupujesz udział w funduszu. Formalnie nie jesteś więc bezpośrednim właścicielem tych akcji, tylko posiadaczem jednostki, która je odwzorowuje.

Taki udział handluje się jak zwykłą akcję, na pozycji długiej albo krótkiej. Na indeksy dostępne są również kontrakty terminowe i CFD, tylko że tam wchodzi w grę dźwignia finansowa i zupełnie inna kategoria ryzyka. Do długoterminowego trzymania rynku nadają się słabo. Plusy i minusy samego rozwiązania rozkładamy w tekście o zaletach i wadach funduszy indeksowych.

Najsłynniejsze światowe indeksy

Na czele stawki od dekad stoją indeksy amerykańskie, przede wszystkim S&P 500 oraz Dow Jones Industrial Average. Europa ma paneuropejski EURO STOXX 50 i do tego indeksy narodowe. Niemiecki DAX obejmuje 40 spółek, bo we wrześniu 2021 roku rozszerzono go z trzydziestu. Francuski CAC 40 ma czterdzieści tytułów, holenderski AEX od września 2025 roku trzydzieści zamiast wcześniejszych dwudziestu pięciu, a polskim punktem odniesienia pozostaje WIG20 z warszawskiej giełdy.

W Azji liczy się japoński Nikkei 225 i hongkoński Hang Seng, którego skład od kilku lat jest stopniowo poszerzany w stronę stu spółek. Czterem najważniejszym przyjrzymy się z bliska.

Konkretnych poziomów punktowych celowo nie podajemy. Zdezaktualizowałyby się szybciej, niż zdążysz doczytać ten artykuł do końca. Bieżące notowania znajdziesz na wykresach w tym tekście, w platformie swojego brokera albo w dowolnym serwisie giełdowym.

S&P 500


Indeks w dzisiejszej postaci powstał w 1957 roku, kiedy agencja Standard & Poor’s zaczęła liczyć koszyk pięciuset największych amerykańskich spółek. Notowane są na NYSE, Nasdaq oraz na giełdzie Cboe BZX.

Nazwa trochę myli, bo papierów wartościowych jest w indeksie ponad pięćset, obecnie 503. Bierze się to stąd, że kilka spółek ma w obrocie dwie klasy akcji, podręcznikowym przykładem jest Alphabet. Firm jest równo 500, papierów nieco więcej.

Zasięg indeksu jest naprawdę szeroki, od gigantów technologicznych pokroju Apple czy Microsoftu po producentów samochodów, banki i sieci handlowe. Skład jest weryfikowany kwartalnie i faktycznie się zmienia, spółki z niego wypadają i do niego wracają. Cały indeks rozkładamy na części w osobnym tekście o S&P 500.

Dow Jones Industrial Average

W skrócie po prostu „Dow”. Obejmuje 30 dużych amerykańskich spółek notowanych na NYSE i Nasdaq, a jego skład jest wyjątkowo różnorodny. Znajdziesz w nim operatora płatności Visa, sieć restauracji McDonald’s i technologicznego weterana IBM.

Dow jest starszy od S&P 500, i to sporo. Po raz pierwszy policzył go Charles Dow 26 maja 1896 roku, a w składzie miał wtedy dwanaście spółek przemysłowych. To najstarszy działający do dziś indeks tego rodzaju na świecie.

Powiedzmy jednak wprost, jak jest. Jako miernik amerykańskiej gospodarki Dow się zestarzał. Trzydzieści spółek to mało, a ważenie ceną akcji nie ma dobrego uzasadnienia ekonomicznego. Do oceny kondycji rynku USA S&P 500 nadaje się znacznie lepiej. Dow trzyma pozycję głównie siłą tradycji i rozpoznawalności nazwy.

Euro Stoxx 50

Indeks prowadzi firma STOXX z siedzibą w Zurychu, która należy do grupy Deutsche Börse. Sam wskaźnik jest stosunkowo młody, wystartował 26 lutego 1998 roku.

Obejmuje 50 największych spółek ze strefy euro. Są wśród nich niemiecki Adidas, francuski bank BNP Paribas czy holenderski ASML. Trzon składu tworzą firmy niemieckie, francuskie i holenderskie, a listę uzupełniają Hiszpania, Włochy, Belgia i Finlandia.

I tu rzecz, którą sporo artykułów podaje błędnie. W EURO STOXX 50 nie ma szwajcarskiego Nestlé ani żadnej innej spółki spoza strefy euro. Kryterium jest twarde. Liczy się przynależność do strefy euro, a nie do Europy czy do Unii Europejskiej. Z tego samego powodu nie znajdziesz tu spółek z Polski, Czech ani ze Skandynawii poza fińskimi. Szerszy obraz naszej części kontynentu daje zestawienie najważniejszych europejskich indeksów giełdowych.

Nikkei 225

Japoński Nikkei ruszył w 1950 roku i obejmuje 225 spółek. Siedzą w nim producenci żywności, motoryzacja i przemysł ciężki. Liczony jest metodą ważenia ceną, podobnie jak Dow, więc kilka spółek o wysokich nominalnych cenach akcji wpływa na niego nieproporcjonalnie mocno.

Historia tego indeksu to najlepsza lekcja pokory, jaką rynek może dać inwestorowi. Szczyt japońskiej bańki wypadł 29 grudnia 1989 roku. Potem przyszła dekada spadków, a po niej długie lata, w których Nikkei nie potrafił wrócić do dawnych poziomów. Wiele starszych opracowań kończy się dokładnie w tym miejscu i stwierdza, że szczytu z lat osiemdziesiątych japoński rynek nigdy nie odzyskał.

To już nieprawda. Rekord z 1989 roku padł 22 lutego 2024 roku, po ponad trzydziestu czterech latach oczekiwania. Od tego czasu indeks wyznaczał kolejne historyczne maksima. Aktualny poziom sprawdź na żywym wykresie u brokera lub w serwisie giełdowym, bo każda liczba wpisana w ten akapit zestarzałaby się w kilka dni.

Japoński rynek ma jeszcze jedną cechę, o której warto pamiętać przy ocenie ryzyka. Bank Japonii przez lata skupował fundusze ETF na krajowe akcje w ramach luzowania polityki pieniężnej i stał się posiadaczem zdecydowanej większości tego rynku. Wyprzedaż tego portfela już się zaczęła, ale w tempie, przy którym pozbycie się całości zajęłoby ponad sto lat. Dla inwestora oznacza to obecność bardzo dużego i bardzo cierpliwego gracza po stronie popytu.

Jak działają indeksy giełdowe – podstawowy przegląd

Mogłoby cię zainteresować:

Dodaj komentarz

Scroll to top