Amerykańskie akcje od kilku lat poruszają się w pobliżu historycznych szczytów. Czy właśnie w takiej sytuacji tak zwany wskaźnik Buffetta pokazuje pełnię swoich możliwości?
Warren Buffett należy do najbardziej znanych i najbardziej cenionych inwestorów na świecie. Stawia na inwestowanie długoterminowe i wartościowe. Spekulacji nie lubi. Urodził się w 1930 roku, a inwestować zaczął jeszcze jako bardzo młody człowiek. Nic dziwnego, że wskaźnik nosi nazwisko inwestora, który go rozpropagował. Jego odczyty utrzymują się w ostatnich latach wysoko, co sugeruje, że ceny akcji mogą być mocno zawyżone i mają przestrzeń do spadku.
Zdaniem Buffetta „jego” wskaźnik jest „prawdopodobnie najlepszą miarą tego, gdzie w danym momencie znajduje się wycena danej akcji”. Historycznie rósł bardzo stromo już przed pęknięciem bańki internetowej, czyli słynnej „dot-com bubble” z 2000 roku.
Gwałtowne wzrosty wskaźnika zwykle idą w parze z okresami, w których do gospodarki płynie dużo pieniędzy. Pokazała to pandemia, kiedy rządy i banki centralne wpompowały w gospodarkę miliardy dolarów w pakietach ratunkowych. Główne amerykańskie indeksy giełdowe poszły wtedy mocno w górę, podczas gdy produkt krajowy brutto USA chwilowo się załamał. Część pieniędzy z programów wsparcia ludzie zainwestowali zresztą właśnie w akcje, co dodatkowo windowało ceny.
Wskaźnik bierze pod uwagę kapitalizację rynkową spółek notowanych publicznie. Tę kwotę dzieli się przez produkt krajowy brutto. Proporcję można policzyć zarówno dla całego świata, jak i dla pojedynczych rynków, na przykład amerykańskiego. Wynik mnoży się na koniec przez 100, żeby otrzymać wartość procentową. Wzór jest więc prosty: kapitalizacja akcji / produkt krajowy brutto razy 100.
Do policzenia łącznej wartości wszystkich akcji notowanych w Stanach Zjednoczonych większość analityków sięga po indeks Wilshire 5000 Total Market Index. To indeks obejmujący wartość praktycznie całego amerykańskiego rynku akcji. Przyjrzyjmy się teraz temu, co odczyt wskaźnika właściwie oznacza.
Jeśli wskaźnik Buffetta spada do przedziału między 50 a 75%, rynek można uznać za lekko niedowartościowany. Za wycenę zbliżoną do realnej inwestorzy przyjmują przedział od 75 do 90%. Lekkie przewartościowanie zaczyna się między 90 a 115%. Bank Światowy publikuje roczne dane o kapitalizacji giełdowej w relacji do PKB dla całego świata. Za 2019 rok wskaźnik wyniósł 92%, a więc akcje były wtedy w skali globalnej minimalnie przewartościowane.
Dla porównania w 2000 roku ten sam wskaźnik dla USA sięgnął 153%, co wskazywało na wyraźne przewartościowanie. Rynek amerykański poniósł wkrótce potem dotkliwą stratę po pęknięciu wspomnianej bańki internetowej. W 2003 roku wartość utrzymywała się w okolicach 130%, rynki nadal były drogie. Aż do kryzysu z 2008 roku akcje mimo to solidnie rosły. We wrześniu 2020 roku odczyt dla USA dobił do 175%.
Od tamtej pory wskaźnik poszedł jeszcze wyżej i utrzymuje się w strefie, którą historycznie opisywano jako mocne przewartościowanie. Nie podajemy tu jednej konkretnej liczby, bo zmienia się ona każdego dnia razem z notowaniami, a PKB aktualizuje się dopiero raz na kwartał. Aktualną wartość policzysz sam: bieżącą kapitalizację amerykańskiego rynku, najczęściej mierzoną indeksem Wilshire 5000, dzielisz przez ostatni odczyt PKB i mnożysz przez 100. Serwisy analityczne robią to za ciebie na bieżąco, roczną wersję dla świata znajdziesz w danych Banku Światowego.
Inwestor powinien wziąć pod uwagę także słabe strony, a raczej nieścisłości tego narzędzia. Bieżące ceny akcji porównuje się z PKB za poprzedni kwartał. Na rynku ceny zmieniają się z dnia na dzień, PKB da się zmierzyć wyłącznie w dłuższym horyzoncie. Kondycję gospodarki widać w nim dopiero po czasie. Do tego statystyki PKB bywają korygowane i nie zawsze są precyzyjne.
Na koniec dodajmy, że wskaźnik działa jako zgrubny sygnał, czy akcje na danym rynku są w danym momencie „drogie”, czy „tanie”. Jeśli budujesz portfel wokół inwestowania wartościowego, wysoki odczyt sugeruje raczej cierpliwość i czekanie na lepszy moment zakupu.
Musimy jednak zastrzec, że patrzeć trzeba na wycenę konkretnej spółki, którą kupujesz, a nie wyłącznie na rynek jako całość. Handel oparty tylko na tym jednym wskaźniku to zdecydowanie zły pomysł. Sam traktuję go jako punkt odniesienia dla całego rynku i element szerszej analizy, nie jako sygnał do transakcji.
Sądzisz, że ceny akcji będą spadać? Na spadek też można spekulować, na przykład przez kontrakty CFD. W dużym uproszczeniu chodzi o „zakład” na obniżkę ceny. Więcej o tym, jak działa gra na spadki, przeczytasz w artykule Jak zarabiać na spadającym kursie kryptowalut. To przykład na kryptowalutach, ale z akcjami mechanizm wygląda identycznie.

